Potrzebna była poziomka na już. Spodobał mi się Velogic High Racer. Pojechałem do Mariusza do Oławy.

 DSCN1961

 

Przejechałem się na jego poziomce - rewelacja. Przymierzyłem kufer - wchodzi na styk, ale bez problemu. Dogadałem się, że biorę bez widelca, tylko ramę i kierę (U-bar czy też supermen).

Zostawiłem u niego mój fotelik i widelec, żeby posłał mi razem z ramą, na adres gdzie miałem być na urlopie w Polsce. Za parę dni jechałem z CZ do PL z dwoma kółkami, z bagażnikiem na którym były sakwy w połowie wypełnione komponetami rowerowymi.

Ludzie sie mnie pytali w pociagu: a gdzie rama? Rama doszła po 10 dniach, a ja zabrałem się za to, co bardzo lubię: za składanie poziomki.

Mariusz pomalował mi rame wraz z widelcem na mój ulubiony kolor: szary metalic, wzmocnił fotelik blachami (przed rokiem mi pękł i na takim jeździłem). Przy składaniu natrafiłem na jedną trudność (zawsze coś się trafi): mój widelec sterczy ze sterów tylko 1,5 cm. Musiałem skrócić wspornik mostku (taka tuleja, którą zrobił Mariusz: z jednej strony się ją daje na widelec a na drugi koniec montuje mostek), bo Mariusz dał dłuuuugą śrubę, ale i tak była za krótka.

Mostek zamontowałem odwrotnie (w dół czyli wyszło prawie poziomo). Potem, już w u siebie w CZ wspornik mostku został bardzo skórcony, a mostek zamontowany w górę.

Rower potrzebuje długiej linki (około 2,5 m, może trochę mniej) do tylniej przerzutki - ja poprosiłem Mariusza, a on dodał do przesyłki z ramą.

Stabilność - pierwszy poziom na którym moge jechać z górki bez trzymanki. Jak kręcę to już muszę trzymać.

Kierownica U-bar jest fajna, szeroka. Rece z niej nie spadają, nie potrzebuje dodatkowych rogów. Nie zasłania tez widoku do przodu - praktycznie widać wszystko od 2,5 m przed rowerem. Owinąłem ją owijką żeby nie bolało jak walnę łydkami. Łańcuch prowadzony w rurkach trochę kolidował z hamulcem przednim, a konkretnie z fajką. Fajkę dałem poziomo do tyłu, na fotce chyba widać rozwiązanie. Jest ok. Fajny by był trochę szczuplejszy widelec - mój jest za szeroki i rurka z łańcuchem prowadzącym sie za bardzo odgina w bok. Nieźle też mi rysuje widelec. Ale to normalne w takim przypadku. Także będę się jeszcze rozglądał za sszczuplejszym widelcem i z dłuższą rurą sterowa. Wtedy wspornik mostku znajdzie swoje miejsce w pudle a ja zamontuję mostek przez 3 pierścienie i będzie ładnie i ok. Fotelik prawie leży na ramie - prawie nie ma regulacji ustawienia fotelika, jedynie parę cm mozna zmienić kąt nachylenia. Dla mnie to jest do przyjęcia. Dla osób z krótkimi nogami może być kolizja koła z korbami. Gdy po raz pierwszy ustawiłem długość bomu to korba (170mm) mijała mojego Kojaka (opona 1,3 cala) o milimetr. Ale potem stwierdziłem że ja jednak mam dłuższe nogi i teraz korba się mija z oponą trochę dalej. Może nawet bedzie miejsce na opony do górala, jak przyjdzie zima. Przejechałem na nim do dzisiaj 999,6 km. Kilkaset z tego z sakwami. Kilka km w lekkim terenie. Jestem zadowolony, bardzo. Polecam, można kopiować, znaczy się kupować. Tu widać wspornik mostku jeszcze długi i mostek odwrócony. Wspornik przycięty, mostek do góry, fajka poziomo do tyłu i za widelec, rurka trze o widelec, a pancerze wchodzą do ramy (to takie trendy teraz jest). Długa fajka wprowadzona do środka bomu - dobry patent na prowadzenie linki do przedniej przerzutki. Przerzutka przednia potrzebna z górnym mocowaniem. "Czysty" widok do przodu. Maszyna do gotowa do pracy i na odpoczynek - kufer: pojemność transportowa, fotelik: wygoda, poziom: szybkość, światło na dynamo: późne jesienne powroty nie straszne.

Dodaj komentarz (0)

 

Jak co roku i tym razem, ten ważny dla naszej nielicznej leżącej społeczności weekend, odbił się we wrześniu.

No może nie zupełnie we wrześniu, bo na przełomie sierpnia i września, ale jednak w części tradycji stało się zadość.

Zły to pomysł, oj zły

Muszę przyznać, że bardzo sceptycznie podchodziłem do pomysłu organizacji tegorocznego spotkania, a raczej do faktu, że to my mamy być jego gospodarzem.

Jak się okazało, niedługo po pierwszym zebraniu organizacyjnym, moje obawy wcale bezpodstawne nie były.

Problemy logistyczne i finansowe, które definiowały wysokość składki zlotowej w połączeniu z naszym niskim poziomem samo organizacji powodowały, że nad VI Zlotem Poziomek w Warszawie, zaczęły zbierać się czarne chmury.

Niby wszyscy wiedzieliśmy, jaki ma być program Zlotu, niby wiedzieliśmy jaki ma być termin, niby wszyscy wiedzieliśmy jakie są, lub mogą być potrzeby i oczekiwanie uczestników, wszak wiele razy nimi byliśmy. Jednak w dziwny sposób, nie mogliśmy spiąć tego w całość, a brak doświadczenia w organizacji imprez, wcale nam nie pomagał w ruszeniu z miejsca.

Górki i dołki

Gdy na horyzoncie zaczęło się kształtować widmo spektakularnej katastrofy, zmieniliśmy podejście. 

Podzieliliśmy zadania, określiliśmy terminy i wybraliśmy osobę odpowiedzialną za „nadzór” nad wykonawcami zadań.

Taka osoba motywująca i „rozliczająca” nas z rzeczy, do których sami się zobowiązaliśmy, okazała się strzałem w dziesiątkę. Wraz z upływem czasu, rosło tępo i intensywność działań. Kolejny kryzys nastąpił, gdy spojrzeliśmy na listę zgłoszeń i wpłaconych składek.

Teraz dopiero zrozumieliśmy, jaką presję się odczuwa, gdy trzeba wywiązać się z deklaracji, nie mając zabezpieczonej puli środków. Tu z kolei podbudowały nas ciepłe słowa od organizatorów poprzednich edycji, u których sytuacja z niską ilością zgłoszeń od uczestników była bardzo podobna.

Ciemne chmury wiatr przegonił

Ostatnie dni przed przyjazdem uczestników, wszystkim poprawiły humor.

Wpłaty od uczestników trafiły na konto, trasy sobotnich wycieczek sprawdzone, zamówione koszulki dotarły do Warszawy, nocleg i jedzenie zarezerwowane, samochód serwisowy spada nam z nieba, wraz z dwoma sponsorami nagród, a Marek Utkin potwierdza swoją obecność.

Jedyne rzeczy, które jeszcze nie są dograne, to koszulki dla uczestników, którzy dołączyli w ostatniej chwili, oraz miejsce Niedzielnych zawodów. Drugi punkt pozostawał tajemnica aż do samego końca, i w tym zakresie stawiamy na improwizacje, ponieważ zawody  miały się odbyć na zamkniętej jeszcze obwodnicy, jednak parę dni przed zlotem dowiedzieliśmy się, że jej otwarcie jest planowane właśnie na niedzielę, a tym samym nie mamy żadnych szans na jakąkolwiek formalną zgodę na korzystanie równego i nie skalanego asfaltu.

1,2,3 start.

W ziołem dzień wolny od pracy, na wypadek, gdyby rano trzeba było coś przewieść, załatwić, lub któryś z elementów planu się wysypał - i okazuje się, że się wysypał, ale nie plan, tylko mój rower, więc poranek spędzam na zakupie niezbędnych części i naprawach.

Około czternastej docieram do bazy naszego zlotu, czyli do  Kempingu Majewa. Na miejscu czekają już pierwsi uczestnicy i ekipa telewizyjna. Pojawiają się również ciekawscy i sympatycy, a co za tym idzie, mają też miejsce pierwsze przymiarki do rowerów i odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

Po jakimś czasie zjawia się samochodem nasza obstawa serwisowa czyli Wiesław, Grzesiek (Anton), oraz kolejni zlotowi uczestnicy.

Na dziś w planie mamy rozdanie koszulek, zakwaterowanie uczestników i poprowadzenie grupy na WMK. Ekipa telewizyjna swój przyjazd zadeklarował znienacka, więc nie przygotowaliśmy się należycie do wygłaszania prelekcji, zwłaszcza przed telewizyjną kamerą. Na boku z Grześkiem ustalamy, że do wywiadu wystawimy Franca jako osobę najlepiej zorientowaną w historii naszych wehikułów. Jest tylko jeden drobny problem - Franca jeszcze nie ma, więc improwizowanie się przed kamerą bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły, bierze na siebie Grzesiek.

Uczestników jest na razie tylko garstka, więc robimy sztuczny tłok jako tło w kadrze – po krótkiej rozmowie z ekipom telewizyjną okazuje się, że pani redaktor dostała zadanie specjalne. A mianowicie, na jednym z ujęć musi pojechać na jednym z rowerów.

Nauka jazdy, czyli mój pierwszy raz.

Wybieramy pierwszy z brzegu rower, i rozpoczynamy przyśpieszony kurs jazdy rowerem poziomym – oczami wyobraźni widzę już kolejne rysy na swojej ramie ;)

Kiepski i mało cierpliwy ze mnie instruktor, więc szybko zamieniamy się z Grześkiem, który kilka dni wcześniej uczył swoją dziewczynę, więc ma świeże doświadczenia w temacie.

(

Tu film z nauki jazdy pani redaktor)

Dodaj komentarz (0)

 
 
 
 
 

Joomla Templates by Joomla51.com